kiris blog

Twój nowy blog

ehem… dzisiaj przegladajac strony na temat mody, natknęlam się na coś, co mną że tak powiem delikatnie mówiąc wstrząsnęło.


http://gazeta.lca.pl/index.phtml?more=6497


http://www.moda.net.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=559


http://www.wizaz.edu.pl/?s=rest&nowosc=24&l=nowosci&nazwa=Nowości


http://www.esponsor.pl/wydarzenia/id/1446


http://kobiety.pl/index.php?option=art&id=6145

super, nie? ^^” tyle, że ja nic na ten temat nie wiedzialam xD

odszedł…

1 komentarz

już nigdy nic nie będzie takie same.

powialo grozą, nee? xP tak się sklada, iz juz od kilku godzin siedze sama w domu. rodzice gdzies wyszli, a ja sie nudze. hmm… wlasnie zjadlam kanapke (2xtosty, majo, szyneczka) i jestem zadowolona. jutro byc moze wybieramy sie nad morze. pewnie znowu bedziemy spacerowac na falochronie. albo niszczyc wydmy z bratem. wspinamy sie po nich i robimy sobie zawody „kto pierwszy na dole”. wielokrotnie juz zdarzylo mi sie zleciec z takiej wydmy. zazwyczaj gdy wyprawa po plazy dobiega konca w butach mam tyle piasku, iz musze je dobre 5 minut trzasc, aby sie oproznily. ma byc jutro ladna pogoda (19C). Słoneczko również ma grzać. doskonale. moze bedzie szansa na mala opaleniznę… kto wie? no, slysze chrzest zamka w drzwiach. wrocila rodzina. lece sie przywitac.

po czym? po krótkim odcinku trasy taczakowej. a dokladnie? moze z pol jej przejechalam, w towarzystwie mlodszego brata dzielnie pedalujacego przede mną na moim wiekowym goralu (mnie przypadl damka mamy xD). przeokropnie boli mnie moje chude siedzenie, glowe daje, iz jutro caly tylek w siniakach bede miala… no, ale dobrze jest ^^” co jeszcze… no tak. moj komputer jest chory ;_; zalapal jakiegos wrednego robala i dziala w tempie slimaczym. niedlugo idzie do naprawy, co za tym idzie musze przegrac moj boski folder i zdjecia. sporo sie tego nazbieralo. zapewne takze bede miala nowe numer gg, poiniewaz… wstyd sie przyznac… zapomnialam hasla do mojego obecnego–” jutro prima aprilis. jak na razie nie mam w planach nabierania nikogo. zreszta… za stara jestem na zarty. ze smingusa tez wyroslam. poweodem byl maly incydent, a mianowicie… bylo to okolo 4 lata temu. wczesnym rankiem poszlam do lazienki, do ulozonych na podobienstwo lodki lapek nalalam spora ilosc wody, tyle ile sie dalo. zakradlam sie do pokoju miska (on spal w najlepsze) i wylalam mu cala zawartosc moich dloni na twarz. maly zerwal sie z krzykiem i zaplakany polecial na skarge do rodzicow. w miedzyczasie zdolal jeszcze mi wymierzyc w brzuch i wyzwac od najgorszych kretynek i idiotek (skad siedmioletnie wowczas dziecko moglo znac tyle brzydkich slow? a bo ja wiem… xD). od tego czasu nikogo nie mocze. wlasnie jestem w trakcie czytania „szangajskiej kochanki”. troche perwersyjna opowiesc. nie przepadam za takimi. coz jeszcze mam dodac… ach, zapomnialabym… przed swietami bylam w Schwedt- taka mala wioska na miare naszych Polic. duzo kominow itp. maja takie male centrum handlowe Oder-center. zbior malych sklepow, kilka sieci fast-foodowych w tym Burger King (whopper i onion rings rulezzz xD) i Nordsee (ryby, krewetki i zapiekane ziemniaczki rulezzz xD). ogolnie nic ciekawego w odzieniu. chociaz… w BodyShop ostatnio widzialam trzy pola Lacosta (szkoda tylko,ze w kolorach: 2xrozowy i 1xfiolet). mozna tam takze zakupic buty Emu (moja Ma stala sie posiadaczka niebieskich). Niestety, tylko w rozmiarach do 38. a ja mam (prawie) 42 ;_; poczekam na Ugg’i. w owym centrum znajduje sie calkiem spora ksiegarnia, w ktorej sa… to co ja lubie najbardziej… mangii i artbooki. łiii! kiedys widzialam tam „die Stern” evangeliona za jedyne 25 euro. a normalnie to kosztuje w necie na przyklad okolo 200zł. takie kolekcjonerskie smaczki. jeszcze jest sredniej wielkosci real, w ktorym zaopatruje sie w moj chleb powszedni czyli… płatki śniadaniowe. maniaczka ze mnie, wiem. niedawno przyjelam to do wiadomosci xD oprocz calej gamy platkow Kellogg’s-choco krispies(ktore zawieraly glowe kangurzycy kylie na lyzkę xD), magix, frosties grr z tygryskiem Tonym, smacks…) i Nestle (lion cereals, clusterl, cookie crisp itp.). kupilismy lody. i to nie byle jakie! moje ukochane, najlepsze, pyszne Haagen-Dazs… aaa… (ślinotok) moje boskie pralines&cream, strawberry cheescake, vanilla caramel brownie… i juz niedlugo się skończą… ;_; i pozostana tylko wykwintne wspomnienia (sniff…). no w kazdym razie jeszcze sie nie skonczyly. kupilismy tez… muffinki czekoladowe ^o^ te to byly boskie. mialy najprawdziwsza, roztopiona, mleczna czekolade w srodku (slinotok x2 ). Po raz kolejny chce wyciagnac rodzicow do Berlina (KaDeWe i te sprawy xD), stęsknilam się za tym miastem, a raczej za milą atmosfera, ktora panuje gdy tam jestesmy. uwielbiam spacery po Ku’dammie. teraz sa juz bardziej realne, jest wiosna, robi się coraz cieplej… Nie to co w styczniu. zimno, piąstki jak kostki lodu, na domiar zlego obcisle dzinsy na dupie, ktore wogole nie grzeja (jedna z wad tych wygodnych spodni), wbiegalismy ogrzac się to do Dunkin’Donuts, to do miniaturowej kawiarenki Haagen-Dazs, to do sklepu Levi’sa lub Tommy’ego Hilfigera. Najcieplej oczywiscie w Peek&Cloppenburg i w KaDeWe, w którym roi się od natrętnych pań, które chuchają ci w kark, gdy schylony wpatrujesz się w brązową, skórzaną torebkę Louis’a Vuittona za 2 tys. euro, zaś jedyną dzielącą cię barierą od niej jest gruba, kuloodporna szyba. to samo na stoisku Burberrego. Tam zakupilismy uroczą czapeczkę w symboliczną kratkę. Żywię nadzieję, iż po moich kwietniowych testach się tam wybierzemy. Dobra, kończę… rozpisalam się jak cholera ^^


  • RSS